Nie lubię cię, człowieku

Bo niby za co miałabym lubić?

Od zawsze gdzieś z tyłu głowy siedziała mi taka myśl, że nie lubię ludzi. Tych dorosłych, którzy wszystko wiedzą lepiej, nie muszą zakładać czapki i piją zimne napoje przez cały rok, ale też i dzieci, które mają kanapki z żółtym serem zamiast z wędliną i nie zawsze chcą się wpisywać do Złotych Myśli (czy ktoś jeszcze w ogóle pamięta ten wynalazek?). Przez kilkanaście pierwszych lat życia wychodziłam z założenia, że to ja jestem durna i do niczego się nie nadaję, więc lepiej schować się gdzieś w kącie. Następny był etap to inni są ble i nie dorastają mi do pięt, ich problem, ale i ten się zakończył, bo nie było w takim myśleniu żadnej logiki. Aż w końcu usiadłam nad brzegiem rzeki i myślałam. I wymyśliłam.

Dlaczego nie lubię ludzi? Bo nie są prości. Albo może właśnie są. Bo nie składają się tylko z ciała, ale z jeszcze czegoś. W tym czymś magazynują się wszystkie doświadczenia, wspomnienia, wszyściutko. Tam też wytwarzane są mechanizmy obronne, maski, które potem trzeba codziennie nosić, i to tak, żeby nikt nie zauważył. I też tam, w tym czymś, siedzi takie jeszcze jedno coś, i to coś jest najgorsze. Wokół tego czegoś kręci się całe życie jednego człowieczka. To jest zbieranina wszystkich niefajnych rzeczy. Traum i przykrości. I ona zawsze dochodzi do głosu, wszystko kontroluje, wszystko jest jej podporządkowane. Tego nie przeskoczysz.

U dziewczynki, której kiedyś zły pan zrobił kuku, już zawsze ta część będzie odtwarzała to w jej umyśle, żeby przypadkiem nie zapomnieć. Całe jej życie będzie podporządkowane temu (i pewnie jeszcze kilku innym) wspomnieniu, wydarzeniu. I ona nawet nie będzie zdawała sobie sprawy z tego, że coś nią od wewnątrz kieruje. Niepewny siebie wszędzie będzie szukał akceptacji i pochwały, będzie próbował znaleźć potwierdzenie tego, że jest ważny, w oczach innych. Niby jest okej, ale zawsze znajdzie moment, żeby wyrzucić z siebie tę potrzebę i podporządkować jej swoje działania. Egocentryk może robić tyle dobrego, ile nikt wcześniej, może być filantropem, jakiego świat nie widział, ale to cały czas będzie skoncentrowane na tym, żeby inni go zauważali i uznawali. On chce być w centrum uwagi, wszystko ma się kręcić wokół niego. I tyle.

To coś jest zbudowane z samych najgorszych doświadczeń, tylko te sobie wybiera. I żyje sobie taki człowiek z taką gulą tego wszystkiego w środku, wyrzucając co chwilę jakąś tego część na innych. Znam tylko kilku ludzi, którzy sobie z tym radzą, panują nad tym, rządzą. Ale cała reszta jest taka jak ty – żeby się z tobą porozumieć, żeby nawiązać relację, muszę najpierw przedrzeć się przez to coś w twoim środku. Jakoś to ominąć, może udawać, że nie widzę. To jest trudne. I czasem nie warto.

Dlatego cię nie lubię. Przez twoją gulę, która w najmniej odpowiednim momencie wyskoczy i zrobi mi krzywdę. Tego właśnie w tobie, człowieku, nie lubię. Tego, że ta gula zawsze wychodzi na wierzch.

Reklamy

Śmiało, skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: