Czekoladowy potwór

Gdybym poszła do pierwszego lepszego psychologa (może być i drugi gorszy, opinię na temat psychologów mam już wyrobioną, więc nie ma znaczenia czy byłby to mądry pan z polecenia, czy taki pierwsze drzwi z tabliczką z napisem psycholog, które zobaczę – wchodzę) i powiedziała mu, że chyba mam problem z jedzeniem czekolady, jakoś tak to czuję, że to problem, jakieś uzależnienie może, to ciekawe, czy wyśmiałby mnie od razu, w progu, czy najpierw wyciągnąłby ode mnie trochę pieniążków i dopiero potem by wyśmiał?
Gdybym powiedziała:
Chyba mam problem z jedzeniem czekolady. W sensie, że to już mi nie sprawia przyjemności, nawet nie czuję smaku, tylko jem i jem i jem.

Dlaczego jem?
Bo:
– coś mi nie wyszło
– coś mi wyszło
– jest mi strasznie strasznie smutno
– jest mi bardzo bardzo wesoło
– mam dość i nie chcę żyć
– jestem najszczęśliwszą osobą w moim mieście
– się stresuję
– się cziluję
– jestem sama
– jestem z ludźmi
– zdałam
– nie zdałam
– wracam z
– idę do
– źle się czuję
– dobrze się czuję
– mam katar
– jestem całkiem zdrowa
– siedzę
– stoję
– śpię już
– nie śpię jeszcze
– chcę
– nie chcę.
Bezustannie mam na końcu języka myśl o czekoladzie. Wchodzę do sklepu i pędzę szukać słodkości, choć wcale nie mam już ochoty, nie tak jak kiedyś, teraz mi mdło, żaden smak nie pasuje, mleczna nie, gorzka nie, nadziewana nie, z orzechami nie, z tysiącem super smacznych dodatków nie, z oreo nie, z jogurtem nie, z solonymi głupotkami nie, kawowa nie, o smaku tiramisu nie, biało-czarna nie. Ale chcę. A potem jem. W ukryciu, żeby nikt nie widział, bo moja mina w takiej chwili nie zachęca do jedzenia czekolady kiedykolwiek. Jem aż do porzygu. Zjem jedną – kupuję drugą. Zjem drugą – kupuję trzecią. I czwartą, i piątą, i szóstą, i siódmą, i ósmą, i dziewiątą, i dziesiątą. Zbieram opakowania na pamiątkę. Nie tyję, więc nie mam wobec siebie wyrzutów sumienia. Nie tyję, więc nikt mi na to nie zwraca uwagi. Robię zapasy. Nie dzielę się z ludźmi, bo szkoda mi, że ktoś zje ten jeden maleńki kawałeczek, maleńką cząsteczkę, jedną jedyną, bo wtedy nie wystarczy już dla mnie. Wiem o czekoladzie prawie wszystko. Lubię być sama w domu, wyciągam wtedy zapasy (w ciągu dnia jeszcze dokupuję ze dwie sztuki, albo pięć), siadam w kącie, rozkładam to wszystko wokół siebie. I WPIERDALAM. I płaczę.
Ale na szczęście czekoladoholizm nie istnieje. Czyli jest okej.

Reklamy

Śmiało, skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: