Dziś chcę być sama

Bo tak. Bo znudziło mi się towarzystwo na siłę. Bo nie lubię się męczyć wymyślaniem tematów do rozmowy. Bo skoro rozmowa się nie klei, to niech będzie cisza, ale mało kto ciszę chce, więc gadają od rzeczy. Bo mało jest sytuacji równie nieatrakcyjnych jak wzajemne wysilanie się na mądre wypowiedzi, gdy tymczasem słychać zewsząd tylko banały, i to te najgorszej jakości. Bo inni ludzie czasem sprawę pogarszają zamiast ją poprawić, nanoszą za dużo poprawek do mojej rzeczywistości, którą mam w głowie, no i wtedy nie może nastąpić nic innego jak tylko porządne, takie bardzo głośne i przerażające: BUM.

Bo nie. Bo trzeba zacząć przyzwyczajać się do swojego towarzystwa, do samego siebie, bo to jedyna persona, której rzeczywiście nie opuszczę aż do śmierci, obawiam się, że nawet dłużej. Bo trzeba spróbować siebie zrozumieć, wysłuchać smutasów i ogromnego szczęścia, no i potem coś poradzić, dać od siebie jakiś banał, będzie dobrze, może się nie pozabijamy. Bo trzeba wykazać się empatią, wybaczyć (ale nie zapomnieć) wszystkie grzechy, przypomnieć sobie wszystkie sytuacje, w których zawiodłam się na sobie, też takie, w których się okłamywałam i robiłam sobie jakieś krzywdy, nawet te małe (szczególnie te).

Bo tak i bo nie. Bo nie mam siły śpieszyć się i wciąż czegoś szukać, nie mam czasu na pieprzoty (kocham to słowo, czuję, że ono mnie też), szukanie dziury w całym i udawanie różnych sytuacji i rzeczy i ludzi. Ale nadal to robię, codziennie rano wstaję i od razu zaczynam udawać i sięgam po bzdury, nawet się nad tym nie zastanawiam, robię to mechanicznie. Nie mam siły, ale idę. Nie chcę, ale robię. Jakby było we mnie ze dwieście ludzi i każdy chce coś innego, mówi coś innego, myśli coś innego, każdy ciągnie w swoją stronę. Wtedy nie mam wyjścia, muszę być marionetką, no co poradzę. Sama nie umiem nad tym zapanować.

Dlatego dziś chcę być sama. Usiądę sobie w kącie i poukładam wszystkie te stworzenia gnieżdżące się gdzieś w środku mnie (to jest straszne, trochę się boję), najpierw wytargam je za uszy, a potem powiem każdemu, co ma robić. Wręczę listę nakazów i zakazów. Podkreślę, że finalnie i tak to ja tu rządzę. Potem wepchnę je z powrotem tam, skąd wyjęłam i zamknę swoje oczy, dam im chwilę, żeby oswoiły się z nowym porządkiem. I to potrwa chyba akurat cały dzień. W międzyczasie jakaś herbata, frytki, pizza, hamburgery, pieczone mięso i inne wściekle niezdrowe rzeczy, bo bez tego bycie samemu nie jest takie fajne.

I potem wyjdę z domu i będę żyć obok innych ludzi. Do momentu, kiedy znowu w środku zrobi mi się bałagan. Nie dzwoń wtedy do mnie, nie odbiorę.

Reklamy

Śmiało, skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: