Boli mnie, kiedy dotykasz

Za każdym razem odczuwała to inaczej. Ale tylko raz było przyjemne. Cała reszta to zwykłe leciutkie popchnięcia, którym często towarzyszyły słowa no idź, nie bądź dzik, przypadkowe muśnięcia przy okazji okrywania kołdrą czy pomagania w zapinaniu sweterka. To nigdy nie było czułe, nie było w tym miłości, jakiejś troski. Choćby sygnału lubię cię. Tylko ten jeden raz był przyjemny, ale ta przyjemność zaraz została zniszczona słowami tylko nikomu nie mów, to będzie nasza tajemnica. Od tamtej pory to było czymś niepokojącym, zakazanym, chyba złym, czymś, co trzeba było chować w tajemnicy, bo inaczej byłyby kłopoty. Tylko ten jeden raz był przyjemny.

Miała wtedy cztery, pięć albo nawet sześć lat, nie pamięta dokładnie. Była małą dziewczynką pełną kompleksów, które miały swój początek w niedotykaniu. Kiedy o tym mówi, nie patrzy mi w oczy. Ucieka wzrokiem gdzieś w bok, potem w dół. Trochę się wstydzi. Trochę ją boli wspominanie. Mimo to mówi dalej, bo nie może w sobie tego pomieścić, tych wszystkich emocji. Żalu, tęsknoty, złości, wstydu. Tych uczuć jest jeszcze więcej, ale nie każde potrafi nazwać. Nie wszystkie chce nazywać.

Kompleksy miały swój początek w niedotykaniu. Nawet tego nie zauważała, miała myśli zajęte nowymi zabawami, koleżankami z piaskownicy i słodką czekoladą, którą uwielbiała podjadać w ukryciu. Zauważyła w momencie, kiedy Gosia, koleżanka z bloku obok, pobiegła w trakcie zabawy na placu do swojej mamy, żeby się przytulić. Jej też spodobał się ten pomysł, więc podeszła do mamy siedzącej na ławce, uśmiechnęła się i wyciągnęła do niej ręce, ale mama nie zareagowała. No idź, idź się baw, bo zaraz wracamy do domu. Wtedy pomyślała sobie, że mama jej nie lubi. W małym dziecięcym rozumku te słowa miały trochę inną wartość i inne znaczenie, niż teraz, w głowie dorosłej osoby. Od tamtej pory szukała dotyku. Kiedy go nie dostawała, czuła, że skóra zaczyna ją boleć. Od niedotykania.

To chyba brzmi głupio i melodramatycznie, mówi mi, uśmiechając się przepraszająco. Ale chciałam, żeby ktoś mnie dotknął, przytulił, powiedział, że mnie kocha, że jestem tego kochania warta. Nikt nigdy nie mówił mi, że mnie kocha.

Ciocia Bożena powiedziała jej, że bardzo ją lubi. Że może ją przytulić. Dziewczynka się zgodziła, bo bardzo potrzebowała, żeby ktoś ją lubił. Dawała się przytulać i dotykać. To było przyjemne i fajne, bo ktoś się nią zajmował i poświęcał jej swój czas. Miała nowego towarzysza zabaw i osobę, która czytała jej książki. Dotyczyło jej niedotykanie, więc w jego przeciwieństwie widziała same plusy. Jej mały rozumek nie wiedział, że nie wszystko w człowieku można dotykać.

To chyba brzmi tak górnolotnie i w ogóle, ale może dlatego, że mówię to ja – dorosła osoba. Miałam tyle lat na przetrawienie w sobie tych sytuacji, a mimo to nadal nie umiem mówić o tym jakoś tak zwyczajnie. Cisną mi się na usta same głupie zwroty typu: intymne miejsca, zły dotyk, tam, gdzie nie można dotykać. A chyba powinnam mieć już do tego jakiś dystans i powiedzieć: obmacywała mnie, głupia suka.

Tylko kilka razy. Potem chyba jej się znudziło, może sytuacja ją przerosła, to zachowywanie tajemnicy pewnie było trochę trudne. Może pojawiły się wyrzuty sumienia. I dziewczynka znowu została sama. Mimo tego, że kilkanaście lat później wiedziała, że powinna była uciekać od cioci Bożeny zaraz po pierwszym spotkaniu, to wtedy, jako małe dziecko, czasem nawet troszkę płakała w poduszkę, że cioci już nie ma. Że jej nie przytula. Że nie czyta jej książek.

Najgorzej jest na mieście, w busach, podmiejskich, pociągach. Bo tam nie ma gdzie się schować przed człowiekiem, czasem nie ma opcji, żeby się nie dotknąć, nie otrzeć. A ja się boję wtedy, bo łączą mi się w mózgu dwa wspomnienia: ten brak dotyku i wynikający z tego głód, no i to, że w dotykaniu jest coś niefajnego. I stąd się bierze ten strach.

Wraca do domu i myje ręce. Albo bierze prysznic. Po każdym dotknięciu człowieka. Nie chodzi o zarazki, ale o strach. O to nieprzyjemne uczucie wwiercające się w mózg i tnące go na kawałki tępym ostrzem. Tak działa dotyk.

Całe życie mi się kręci wokół dotykania. Potrzeba, unikanie, strach przed nim. Mam dni lepsze i gorsze. Lepsze to te, kiedy wychodzę z domu i myślę, że no dobra, ludzie, możecie mnie dotykać, dam radę, przeżyję to. Gorsze są wtedy, kiedy czuję, że nigdzie nie pójdę, bo nie jestem w stanie, bo się rozpadnę na sam widok człowieka. To mycie rąk to takie jakby oczyszczenie. Wiem, że to brzmi tak, jakbym była chora psychicznie może. Tyle że jeśli tego nie doświadczyłeś, to nie wiesz, co to jest. Nie rozumiesz.

Reklamy

Śmiało, skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: