Nie mów tak do mnie

Mam alergię. Jakoś przez pół życia nie byłam jej świadoma, nie ujawniała się, wredota jedna. Ale już wiem, że ją mam, bo wczoraj wieczorem przyszła do mojego pokoju, usiadła przede mną i zaczęła robić miny. Chciała, żebym ją w końcu zauważyła. No spojrzałam, tak, bo byłam ciekawa, co to za dziwadło przede mną się wygłupia. No i o, wykorzystała sytuację. Usiadła mi na lewym ramieniu i nie chce odejść. Prosiłam, groziłam, błagałam, nawet byłam gotowa oddać wszystkie zapasy czekolady, ale nie dała się przekonać. Więc ją mam.

Jest alergią na słowa. Na pewne zwroty, czy wyrażenia, nie wiem, te dwa pojęcia zawsze mi się myliły, trudno. Zdradziła mi w tajemnicy, że na początku była taka maleńka, prawie nie istniała. Ale z czasem stawała się coraz wyższa i grubsza, doroślała, bo miała bardzo sprzyjające warunki do rozwoju. Za każdym razem, kiedy ktoś wymawiał odpowiednie słowo (zwrot, wyrażenie, niepotrzebne skreślić) ona rosła. I uśmiechała się z zadowoleniem. A mi zbierało się na wymioty. Może powiem ci, na co dokładnie ta alergia, ty już nigdy nie użyjesz przy mnie tych słów (zwrotów, wyrażeń, niepotrzebne skreślić) i będzie cacy. Umowa?

będzie dobrze 

Ehe, będzie. Tylko skąd to wiesz? Masz pewność? Powtarzasz to i powtarzasz, chyba nawet nie zastanawiasz się nad znaczeniem tych słów. Mówisz mi, że będzie dobrze. To tak, jakbyś dawał gwarancję. To tak, jakbyś wiedział, co dla mnie będzie dobre, a co raczej złe. Często dodajesz, że powinnam to sobie recytować w myślach w trudnych sytuacjach, że myśli mają moc. Chyba nie wiesz, że jeśli będę tylko myślała, zamiast robić, to nic nie osiągnę. Będę tak żyła tym myśleniem i nic mnie nie zmotywuje do działania. Dojdę do przekonania, że myślenie jest receptą na wszystko. Widzę, że chcesz powiedzieć przesadzasz. Okej, zrób to, ale ostatni raz, bo na to też mam alergię.
Kiedy mu opowiadałam o moich problemach, próbował mnie jakoś pocieszać, coś tam wymyślał, że dam radę, że mi pomoże. Nawet nie bardzo go wtedy słuchałam, bo w głowie i tak miałam tylko jego nałóg, o sobie opowiadałam dla zachowania równowagi. On był narkomanem. Niby odwyk, niby już tydzień nie bierze, ale i tak nie potrafiłam się nie martwić. Pytałam: co z tobą będzie? Mówił, że będzie dobrze. Po pewnym czasie mogłam go sobie już tylko wyobrażać. Nie żył, bo przedawkował. Było nie dobrze, a jakoś.

przesadzasz

Bo uogólniam, bo martwię się na zapas, bo nadinterpretuję, bo się przejmuję, bo chcę cię przekonać, że robisz źle, że to niebezpieczne, że może wydarzyć się coś złego. Nie pamiętam wszystkich sytuacji, w których używałeś tego słowa, było ich bardzo dużo. Zawsze się potem uśmiechałeś, żeby trochę złagodzić wydźwięk swojej wypowiedzi, bo samo w sobie przesadzasz jest trochę agresywne, całkiem niemiłe. Ale uśmiech nic nie zmieniał, wręcz przeciwnie. Czułam się lekceważona. Bo przesadzam, czyli nie mam racji, dramatyzuję, wymyślam.

 

To było jego ulubione słowo. Jak mówiłam coś, co mu się nie podobało, to rzucał nim we mnie i było po sprawie. Nie rozumiał, że ja widzę to inaczej, że mnie to niepokoi. Kiedy coś nie pasowało do jego światopoglądu, nie mieściło się w jego schemacie myślenia – zbywał to krótkim: przesadzasz, i już, wszystko wracało do normalności, było okej.

nie smuć się, nie płacz, nie złość się

Negowałeś moje złe emocje, moje złe samopoczucie. Nie pozwalałeś mi popłakać z żalu nad rozbitym wazonem, bo przecież on taki nieważny, zwykły wazon, tylko wazon. Dla mnie mógł mieć wartość sentymentalną, mógł być ważną pamiątką, mogłam go kochać prawie tak mocno jak ciebie, ale płakać nie wolno, bo złych emocji nie pokazuje się na zewnątrz. Zwłaszcza jeśli chodzi o zwykły, stary wazon.
Mówił, że płacz źle działa na ludzi, że trzeba go powstrzymywać, że czyni słabym.

uśmiechnij się, bądź miła

Lubiłeś wydawać rozkazy. Mówiłeś mi, jak mam się zachowywać, jakbym sama nie była w stanie o tym zdecydować. Wiem, to dlatego, że chciałeś, abym zawsze robiła dobre wrażenie, tłumaczyłeś, że wystarczy ułożyć usta w grymas uśmiechu i do mózgu idzie informacja, ze jestem szczęśliwa, radosna, roześmiana. Że jest dobrze. Mówiłeś, że tak to działa.
Fajnie było, kiedy śmiałam się razem z nim, kiedy żartowaliśmy, kiedy wieczorami siedzieliśmy skuleni naprzeciwko siebie i dyskutowaliśmy. Nie mogły się zdarzać gorsze dni, one go niepokoiły, czekał na moje żarty, wygłupy, jeśli się nie pojawiały, myślał, że robi coś nie tak. Nie wyobrażał sobie, że człowiek nie składa się z samych radości.

weź się w garść

Bo znowu jestem smutna, bo nie rozmawiam z tobą, bo, jak zwykle zresztą, przesadzam. Poświęcałeś mi tylko tyle czasu, ile potrzeba, żeby powiedzieć weź się w garść, reszta cię już nie obchodziła. Nie chciałeś znać powodu smutku, nie wpadłeś na to, że czasem można wspólnie pomilczeć, zamiast paplać na siłę, że może lepiej przytulić niż pocieszać banałami. Że niemożliwe jest wzięcie się w garść bez pomocy drugiej osoby.
Potrafiłam całymi dniami siedzieć w łóżku i gapić się w okno. Rolety były oczywiście zasłonięte, bo słońce przeszkadzało. Czasem wychodziłam do kuchni po herbatę, a czasem nie. Kiedy on wracał, tylko meldował, że już jest, i szedł do salonu oglądać telewizję. W międzyczasie coś tam jadł. Po kilku dniach zapytał, dlaczego tak siedzę w tym łóżku. Powiedziałam, że nie mam ochoty wstawać. Wtedy wyszedł. Następnym razem zapytał, kiedy zamierzam wstać. Odpowiedziałam, że nie wiem. Rzucił tylko: weź się wreszcie w garść, i sobie poszedł. Potem już nawet nie zaglądał.

 

Też masz alergię na słowa?

 

Reklamy

Śmiało, skomentuj!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: